niedziela, 30 czerwca 2013

Epilog


Każdy z nas boi się śmierci. Nikt nie wie jak wygląda, czego od nas oczekuje, jakie uczucie towarzyszy człowiekowi gdy stoi na skraju tamtego świata, skąd nie ma powrotu. Może być to ulga, która przychodzi po długim cierpieniu, może strach przed czymś nieznanym. Lecz kiedy odchodzi ktoś wyjątkowy, bliski sercu, zauważamy ile dla nas znaczył. Jej słodki śmiech, zapach. Przenikliwe spojrzenie, błyszczące z zachwytu szmaragdowe oczy. Te wszystkie rzeczy, które tak w niej kochał.

Ból po stracie zmienia ludzi. Wiele pytań ciśnie się na myśl, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi. Kompletna pustka, wypełniająca całe wnętrze jest nie do zniesienia. Odłamki serca wbijające się w brzuch, powodują skurcz, gorzkie łzy zaciskają gardło, które nie może wydobyć stłumionego krzyku. Czemu odchodzimy? Dlaczego tak szybko? Dlaczego Ona? Ta, która miała przed sobą całe życie…

- Ed? – szepnęła.
- Tak skarbie? – oparł się łokciem o szpitalne łóżko, chwycił jej szczupłą dłoń.
- Obiecaj mi coś. – uniosła zmęczony wzrok na rudzielca, a w je szmaragdowych oczach pojawił się błysk tęsknoty. Suche, spękane wargi poruszały się powoli, z trudem próbując wypowiedzieć pojedyncze słowa.
- Cicho. Już dobrze.
Delikatnym ruchem dotknął bladego policzka dziewczyny. Była krucha, aż nazbyt i bał się, by jej nie uszkodzić. Wyglądała jak śliczna, porcelanowa laleczka, o cerze białej jak śnieg. Malutkie żyłki okalały jej dekolt. Uwydatnione kości policzkowe oraz obojczyki podkreślały, jak ciężki był jej stan. Ale w nim tliła się nadzieja.
- Chcę, żebyś napisał dla mnie piosenkę, tylko dla mnie… na pożegnanie. – zamknęła usta.
Perliste łzy napełniły jej oczy. Spływały po twarzy, kończąc na poduszce, zostawiały mokre plamki
- Obiecuję Eline. Kocham Cię.  Zawsze będę.
- Kocham Cię. – szepnęła.
Sine powieki opadły bezwiednie.


Missing you
Is all that needs to be said
More than blue
The words inside my head
And I know that you're gone
Goodbye


Tęsknie za Tobą
To wszystko, co powinno być powiedziane.
Bardziej niż smutne
Są słowa w mojej głowie.
Wszystko co wiem to to, że odeszłaś
Żegnaj.
~IN MEMORY~



Wspomnienie tamtego dnia napełniało go żalem. Ale był silny, nie stracił kontroli. Dla niej. Stał na moście. Przyglądał się łabędziom. Jak kiedyś z Eline. Ponad nim rozpościerał się zabytkowy Londyn.
Pożegnania nigdy nie są łatwe. Są najtrudniejsze ze względu na towarzyszące im emocje. Musiał pozwolić jej odejść. Życzyła mu szczęścia, lecz nie brał go pod uwagę. Żył z dnia na dzień. Pragnęła by mu się udało. Wydał kolejny album. Każdą swoją piosenkę dedykował jej. Każda z nich była wyjątkowa, taka jaka była Eline. Każda z nich zawierała tłumione uczucia, słowa płynące z jego serca tworzyły osobisty hołd ku jej pamięci, jej biednej, małej duszyczki. Bo kochał ją do końca.
Ujął w palce srebrną kłódeczkę. Dreszcz przeszył jego ciało. Spojrzał z tęsknotą na wygrawerowane słowa.

Ed + Eline
Always & Forever


- Zawsze i na zawsze. – szepnął.
Ich tajemnica nabrała nowego znaczenia. Będą razem, bez względu na wszystko. Teraz nie ciałem, ale duchem i wspomnieniami, razem z Jego słodką Eline.

Odszedł, powoli znikając w gęstym tłumie. Delikatna mgła otulała Londyn, przypominając mu Jej włosy. Niebo płakało, zlepiając jego rudą czuprynę.


Kolejny dzień, kolejne życie
Mija tak jak ja
To nie jest skomplikowane

Kolejny umysł
Kolejna dusza
Kolejne ciało do zestarzenia się
To nie jest skomplikowane

Czy zastanawiałaś się kiedyś czy gwiazdy świecą dla ciebie?
Płynąć w dół
Jak jesienne liście
Teraz cicho
Zamknij swoje oczy przed snem
Jesteś mile stąd
A wczoraj byłaś tu ze mną

Kolejna łza
Kolejny płacz
Kolejne miejsce dla nas, by umrzeć
To nie jest skomplikowane

Kolejne życie, które idzie na marne
Kolejne światło zatracone z twojej twarzy
To skomplikowane

Czy to tylko cud, czy ptaki wciąż śpiewają dla ciebie?
Płynąć w dół
Jak jesienne liście
Teraz cicho
Zamknij swoje oczy przed snem
Jesteś mile stąd
A wczoraj byłaś tu ze mną

Oh, jak za Tobą tęsknię
Moja symfonia tworzy piosenkę, która cię niesie
Oh, jak za tobą tęsknię
Tęsknię za tobą i chciałbym, byś została
Czy można się dziwić, że gwiazdy świecą dla Ciebie?
Płynąć w dół
Jak jesienne liście
Teraz cicho
Zamknij swoje oczy przed snem
Jesteś mile stąd
A wczoraj byłaś tu ze mną

Płynąć w dół
Jak jesienne liście
Teraz cicho
Zamknij swoje oczy przed snem
Jesteś mile stąd
A wczoraj byłaś tu ze mną

Ooh oh, ooh oh
Ooh oh, ooh oh

Lądujemy 
Jak (boeing) siedem cztery siedem
Trzymaj się a będziemy żyć teraz na zawsze
~AUTUMN LEAVES~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To już koniec :) Dziękuję wszystkim, którzy wytrwale czytali, za miłe komentarze i wgl. :> Może kiedyś coś jeszcze napisze i opublikuje dla Was... Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało i nie traktujecie go jako stratę czasu. 
Możecie mnie znaleźć na Twitterze: @1D_1D1D, napisać do mnie albo cokolwiek :)
ILY xx

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdzial V


Nie powinien był wyjeżdżać. Czemu się zgodził? Zostawił ją bez opieki, jego małą dziewczynkę o szmaragdowych oczach. Ale ona nie ma pięciu lat! Przysięgała, obiecywała że sobie poradzi. I wyjechał. A ona…
Teraz w drodze powrotnej gryzł się z własnym sumieniem, tak bardzo wrażliwym na ludzkie uczucia. Bez celu wgapiał się w okno samolotu. Nic nie jadł. Nie pił. Myślał.

Szedł niepewnym krokiem przez szpitalny korytarz, przez który przewijały się pojedyncze jednostki. Przytłoczony martwym kolorem ścian. Nieobecny. Zagubiony.

Sala nr 34.

Jego dłoń spoczęła na zimnej klamce. Zobaczył  jej ciało. Spała.
Krucha osóbka ze zmierzwionymi włosami, spadającymi kaskadami na smukłe ramiona, oddychała miarowo.  Urządzenie monitorujące jej stan pikało co chwilę, przerywając głuchą ciszę. W Sali unosił się chemiczny zapach leków, który coraz mocniej odurzał mężczyznę. Przysiadł na skraju białego, plastikowego krzesła. Zmęczonym wzrokiem objął całą jej postać. Blada cera dziewczyny wydawał się być zimna jak marmurowa posadzka. Sine wargi oraz ślady wokół oczu spowodowały, że z jeszcze większym przerażeniem spoglądał na nią.
Z nikim nie rozmawiał po tej strasznej wiadomości.

- Była w parku blisko domu. Straciła przytomność. Na szczęście ktoś szybko zadzwonił po pomoc i zabrali ją do szpitala. Jest w ciężkim stanie i… i… powinieneś jechać. – zawiadomił do Stuart kładąc w geście pocieszenia dłoń na jego ramieniu. – Zaraz masz samolot.
To się nie działo naprawdę, to nie miało tak wyglądać. W jednej chwili czas stanął w miejscu. Słyszał tylko swoje myśli, w których dudniło „moja najdroższa Eline, moja słodka Eline”. Był  bliski omdlenia, bo głos Stuarta cichł z każdym wypowiadanym słowem. Zastąpił go głośny szum, którego nie mógł opanować. Upadł na kolana zakrywając twarz w dłoniach. Strach obezwładnił jego ciało, że zdołał odpowiedzieć tylko ciche – Nie…
Wrócił myślami do rzeczywistości słysząc poruszenie na łóżku.

~~~
Powoli otworzyła oczy, lecz przez ostre światło zmrużyła je natychmiast. Była skołowana. Poczuła, że białe kabelki podłączone do jakiegoś urządzenia uwierają ją niemiłosiernie. Przeszył ją ostry ból w czaszce, skrzywiła się. Jej ciało było obolałe, drętwe. Z podłączonej wyżej kroplówki sączył się, kropla po kropelce bezbarwny płyn. Lekko ruszyła palcami, lecz plastikowe coś przypięte do wskazującego palca uniemożliwiało jej ściśnięcie dłoni w pięść. Co się stało?
Z trudem przekręciła głowę w bok natrafiając wzrokiem na rudego mężczyznę. Był nieobecny, spoglądał w okno, kubek z kawą mało co nie wysunął mu się z rąk. Jej umysł zdążył zarejestrować tylko, że było jej strasznie niewygodnie, a w głowę przepełniały setki igieł. Ocknął się zaraz, dotknął jej jasne włosy, uśmiechnął się ciepło.
- Hej. – szepnął miękkim głosem. Tak, jak lubiła.
Próbowała odpowiedzieć, lecz dźwięk utknął jej w gardle. Zrozumiał.
- W szpitalu, straciłaś przytomność, pamiętasz coś?

~~~

Nagły huk. To tylko samochód. Z piskiem opon zatrzymał się gdy powoli przechodziła przez ulicę. Źle się czuła. Gorzej niż zazwyczaj, odkąd wyjechał. Jej ulubiony szary dres, teraz o 2 rozmiary za duży. Wytarła zmiętą chusteczką mokre oczy, szła dalej. Sięgnęła do kieszeni po następną. Ostry ból wypełnił jej głowę i przeszył całe ciało.

~~~

Zauważyła pojedynczą łzę na jego policzku. Od razu wezbrało się w niej poczucie winy.
- Gdybym nie wyjechał… - zaczął. – Byłoby inaczej… czemu… czemu… - wciągnął głęboko  powietrze. Ścisnęła trochę mocniej jego dłoń.
- Przepraszam Ed. – szepnęła. – Przestań, to nie twoja wina.
Bo  to jej wina. Nie chciała się leczyć, nie, nawet nie próbowała. Tak bardzo chciała go uchronić przed smutkiem, a sama do tego doprowadziła.
- Ale czemu mi nie powiedziałaś? Rak? O Boże…
- Bałam się… że mnie zostawisz, że Cię stracę.
- Nie rób mi tego więcej. – powiedział.

 Dobrze wiedziała, że to zdanie kończy rozmowę. Ciepły oddech na jej czole zakończył się czułym pocałunkiem. Pogłaskał jej loki, teraz  już matowe i popielate. Swoim dotykiem uspokoił jej drżące ciało.  Otulił ją opieką, dał wsparcie. Lecz doskonale zdawał sobie sprawę, że już niewiele jej zostało.



It's alright to die
if that's the only thing
you haven't tired
But just for tonight
Hold on

So live life like you're giving up
cause you act like you are
Go ahead and just live it up
Go on and tear me apart



W porządku jest umrzeć
Jeśli to jedyna rzecz,
której nie próbowałeś
Ale chciaż dzisiejszą noc
Trzymaj się

Więc żyj jakbyś się poddawał
bo tak właśnie się zachowujesz
Idź naprzód i po prostu przeżyj
Idź i rozerwij mnie na strzępy
~HOLD ON~


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powoli zbliżamy się do końca bo jest to ostatni rozdział a bedzie jeszcze epilog :)
Mam nadzieję ze sie Wam podoba xx

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdzial IV


W powietrzu unosił się zapach mokrej trawy. W nocy bardzo padało, więc rano srebrna mgła otulała Londyn jak półprzezroczysta woalka. Na chodnikach utworzyły się kałuże, wyglądające jak małe jeziorka, po których pływały statki z pożółkłych, pomiętych liści.
Bose stopy zetknęły się z podłogą dając uczucie chłodu przeszywającego ją wzdłuż pleców. Spojrzała przez ramię na ukochanego, który z dziecięcym wyrazem twarzy spał z dłońmi pod głową, przykryty pod samą  szyję. Uczucie nostalgii zawładnęło nią gdy wyjrzała przez okno, jednak poranne przygnębienie nie zdominowało jej na tyle, by z samego rana zalegać na kanapie z paczką chipsów.
Otworzyła frontowe drzwi z impetem, tak że fala świeżego powietrza natychmiast dostała się do jej wrażliwych nozdrzy. Chwilowo zakręcił jej się w głowie. Wyjście z domu był jej potrzebne. Spacerowała długą ulicą w zamyśleniu. Nie mogła przestać głowić się nad konsekwencjami i skutkami choroby, która w tak okropny sposób nią zawładnęła. Zmieniła wszystkie dotychczasowe plany. „Weź się w garść do cholery!” skarciła się w myślach i biorąc głęboki oddech, napięcie opuściło jej organizm.
Tęczowe bańki unosiły się ponad parkiem tworząc niesamowity klimat. Przysiadła na rogu granitowej fontanny delikatnie muskając dłonią zimną wodę. Bawiące się dzieci wywołały blady uśmiech na twarzy dziewczyny. Prawdopodobnie nigdy nie doświadczy uścisku małych rączek na szyi, nikt nie powie do niej „mamo”. Tak wiele traci, tak szybko ucieka jej życie. Przesypujący się przez jej palce piasek, zamienia się w pył zanim zdąży dotknąć zimnej ziemi. Czy pogodziła się ze sobą? Poczuła ucisk w brzuchu, w oczach zapiekły łzy. Powstrzymała je biorąc po raz kolejny, głęboki oddech. Wcale nie musi tak być. Może da radę jeszcze coś zmienić. A Ed? Dlaczego nie pomyślała o nim? Czy nie będzie mu żal, że zataiła tak ważny fakt, chorobę, która ją niszczy? Chciała by mniej i krócej cierpiał, ale podświadomie była to egoistyczna pobudka. Bała się mu powiedzieć, tak strasznie się bała. Nie umiała zebrać w sobie na tyle siły, by zmierzyć się z tym ciężarem. Chciała by chłopak dał jej wsparcie, jakiego teraz bardzo potrzebowała. Myślała, że gdy już będzie po wszystkim, zapomni, zacznie nowe życie, bez niej. Jednak tego nikt nie jest do końca pewien. A kiedy jej zabraknie, możliwe że powróci do nałogu, z żalu i rozpaczy, zapije się na  śmierć, by być bliżej ukochanej. Nie mogła do tego dopuścić. Gdy już mu powie, będzie miał więcej czasu na pogodzenie się z jej… stratą.
Nie mogła dłużej czekać. Przepełniona adrenaliną uznała, że dziś  jest najlepszy moment, by pozbyć się ciężaru. Wyjawić prawdę.
Pospiesznie wstała z fontanny i ruszyła, prawie w biegu do domu. Droga wydała się krótsza i mniej kręta, niż gdy tu wcześniej szła. Jakaś moc otworzyła jej oczy, chciała być otoczona opieką, bez jakichkolwiek tajemnic. Po prostu. Kluczem były słowa, które samoistnie uformowały się w jej głowie tworząc sensowną formułkę.
Chwytając za klamkę, cień zwątpienia przebiegł przez jej myśli. Jeśli nie zrozumie? Jeśli uzna, że go okłamała twierdząc, że wszystko jest w porządku? Milion pytań, na które nie znała odpowiedzi, kłębiły się w jej głowie.
Przystanęła na progu jasnego pokoju rozglądając się  niespokojnie.
- Ed? Wstałeś już? Muszę ci coś powiedzie… - w gardle poczuła wielką kulę, uniemożliwiającą jej mowę.
Biała kartka złożona w pół przykuła uwagę dziewczyny.

„ Stuart dzwonił i musiałem jechać. Tak, zjadłem śniadanie. Jak będziesz czegoś potrzebować, dzwoń xx ”

- Potrzebuję… Ciebie… - szepnęła, a z jej oczu popłynęły łzy. Może tęsknoty, może zmarnowanej szansy. Nie była pewna.
Doskonale opanowała sztukę odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Zemściło się.
Wzburzone emocje wzięły górę. Teraz zamiast bólu czuła gniew, przeszywający jej ciało, wypełniający całą jej drobną osobę, napędzał ją. Złość kumulowała się wewnątrz, dawała uczucie gorąca. Dziewczyna, pod wpływem impulsu, sięgnęła po szklany wazon stojący na kuchennym blacie.
Miliony malutkich odłamków rozprysło się po ziemi, tworząc diamentowy dywan  połyskujący w słońcu. Gniew uszedł z niej dając miejsce wielkiej uldze. Ostrożnie przyklękła nad kawałkami szkła, zbierając je powoli drżącymi rękami. Słone łzy spływające po bladej twarzy wraz z tuszem, kapały na posadzkę. Poczuła się bezsilna. Cała sytuacja wyniszczała powoli i boleśnie jej słaby organizm, pustka pozostająca w niej rosła, załamanie dawało się we znaki choćby w najmniejszych czynnościach.
Otworzyła wino. Nie przeszkadzał jej jego korkowy posmak. Nie dbała o to. Zasnęła na kanapie, trzymając wymiętą paczkę chusteczek w ręku.



But our house gets cold when you cut the heating
Without you to hold I'll be freezing
Can't rely on my heart to beat it
'Cause you take part of it every evening
Take words out of my mouth just from breathing
Replace with phrases like when you're leaving me.


Ale w naszym domu robi się zimno kiedy wyłączasz ogrzewanie
Bez Ciebie zamarznę
Nie mogę liczyć, że moje serce to pokona
Ponieważ jesteś częścią każdego wieczoru
Weź słowa z moich ust jedynie z oddechu
Zastąp wyrażeniami jakbyś miał ode mnie odejść
~DRUNK~ 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdzial III


Śmiech dziewczyny rozniósł się po pokoju. Przypominał mu dzwoneczki , które poruszane przez wiatr wydają najwspanialsze dźwięki. Złożył na jej ustach słodki pocałunek powodując, że zarumieniła się. Jak za pierwszym razem. Uwielbiał ją taką, roześmianą, szczęśliwą, zabawną, troszkę nieśmiałą. Kochał bawić się jej złotymi lokami i patrzeć jak wracają do pierwotnego kształtu. Kochał patrzeć w bystre oczy, muskać delikatnie palcem jej policzek, na którym zostawał później różowy ślad. Kochał gdy zamykała oczy chcąc go pocałować, gdy poprawiała dłonią jego rudą czuprynę. Kochał jak uśmiecha się  przez łzy, nigdy z resztą nie chciał by była nieszczęśliwa. Lubił przyglądać się jej skupionej twarzy kiedy coś  robiła zaciskając wargi w cienką linię. Nie potrafił się długo na nią złościć, ona szybko mu wybaczała. Była podporą, okazywała wsparcie, czuwała nad jego duszą jak dobry anioł. Dała mu miłość.

Zwinnym ruchem sięgnęła po kubek z herbatą stojący na brzegu stolika. Podciągnęła nogi pod głowę uśmiechając się wesoło. Chłopak otworzył leżący przed nim pomarańczowy notes zamykany na kłódkę.
- Napisałem kolejną piosenkę. Dla ciebie. Chcesz posłuchać?
Pokiwała głową potwierdzając cichym „yhy”.


Settle down with me
Cover me up
Cuddle me in
Lie down with me
And hold me in your arms

And your heart's against my chest, your lips 
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with a feeling I'll forget, I'm in love now

Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love

Ustatkuj się ze mną
Okryj mnie
Przytul mnie
Połóż się ze mną
I trzymaj mnie w swoich ramionach


Twoje serce na przeciwko mojej piersi, Twoje usta 
Przyciśnięte do mojej szyi
Zakochuję się w Twoich oczach, które jeszcze mnie nawet nie poznały
I z uczuciem zapomnę, jestem teraz zakochany

Pocałuj mnie tak, jakbyś chciała być kochana
Chciała być kochana
Chciała być kochana
To uczucie sprawia, że się zakochujemy
Zakochujemy się
Zakochujemy się w sobie
~KISS ME~
 


Delikatnie przysunęła się do niego kładąc głowę na jego ramieniu. Złożyła na jego ustach subtelny pocałunek.
- Kocham Cię. – wyszeptała do ucha.
Fala gorąca uderzyła w niego. Ich miłość była tak silna.  Powoli przysunął wargi do jej ust, czuł ciepły oddech na swojej skórze. Motyle w brzuchu Eline dały o sobie znać czyniąc jej zmysły bardziej wrażliwymi. Dotyk palców pozostawiał przyjemny dreszcz, wodził dłonią po placach dziewczyny czując jak mięknie w jego ramionach. Tak mało im było trzeba. Tak bardzo pragnął jej ciała, różowych, lekko rozchylonych ust. Rzęsy rzuciły cień na jej słodkie piegi, gdy zamknęła oczy. Wplotła swoje długie palce w jego włosy całując go zapamiętale, jakby każdy szczegół mógł się ulotnić w mgnieniu oka. Trzymała go mocno, by nie uciekł, nie zostawił, nie zranił. Była bezpieczna. Potrzebowała go tak bardzo. Jak tlenu. Jak studnia wody. Teraz już nic się nie liczyło, problemy nie miały znaczenia. Ich umysły złączyły się, ciała stały się jednością. Tylko On i Ona.

~~~

Odgłos puszystych kapci rozległ się w pokoju. Półprzytomna Eline szła do łazienki, szurając po podłodze. Ręce spuściła bezwładnie wzdłuż kremowego szlafroka ukrywając twarz w poszarpanych włosach. Po drodze zatrzymała się w kuchni rzucając spojrzenie na mężczyznę smażącego bekon na rozgrzanej patelni.
- Ciężka noc, hy? – spytał sięgając po drewnianą łopatkę. – Nie wyspałaś się?
Zdezorientowana dziewczyna rzuciła tylko krótkie „tak” i szybkim krokiem udała się do łazienki. Lustrzane odbicie mówiło wszystko. Podpuchnięte oczy nie były jednak wynikiem zmęczenia, tylko płaczu. Wczorajsza noc była dla niej najcięższa. Szlochanie do poduszki dawało ukojenie, na krótko. Mokre od łez oczy straciły blask, zaszły cienką warstwą mgły. Umysł bombardował ją milionem czarnych scenariuszy, które coraz częściej wydawały się straszną rzeczywistością. Złudzenia i omamy spowodowane strachem i cierpieniem coraz bardziej niszczyły jej psychikę. Przytłoczona wszystkim próbowała zapomnieć, lecz leki nie dawały wystarczającej ulgi. Jednego była pewna. Nie chciała, by z tego powodu ktoś również przeżywał ten horror. Ktoś czyli Ed. Chciała go przed wszystkim uchronić, by dalej mógł cieszyć się życiem. Dla niej wszystko dobiegało końca. Na to wspomnienie zachłysnęła się powietrzem, oczy zapiekły niemiłosiernie powodując by gorzkie łzy,  spływając po policzkach dały upust nagromadzonym emocjom.
Pukanie do drzwi przerwało głuchą ciszę.
- Tak?
- Wszystko ok?
- Yhy.
- Na pewno? Śniadanie już gotowe. W sumie, stygnie.
- Idę Ed. - odparła z teatralnym entuzjazmem.

Szybko, ale dokładnie przemyła twarz wodą, zakryła podkładem worki pod oczami i przybierając sztuczny uśmiech wyszła z łazienki. W środku jednak czuła ogromny ciężar. Cały czas kłamała.

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdzial II

 

- Nie chcę Cię martwić, ale samolot wylatuje za godzinę. – napomknął zakładając na siebie czarną kurtkę.
Spakowała ostatnie potrzebne rzeczy i pospiesznie ruszyła ku drzwiom wyjściowym zarzucając w pędzie płaszczyk za ramiona.
- Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. – dodała wsiadając do samochodu.

Tłum ludzi spotęgował w niej uczucie gorąca. Drżącymi rękami uścisnęła ostatni raz ciepłą dłoń chłopaka i patrzyła jak oddala się od niej. Dodała mu otuchy przypominając, że na niego czeka. Wraz z tym gestem cała trema przeszła na Eline, która coraz bardziej denerwowała się całą ta sytuacją. Pozostawało jej tylko uśmiechać się i wierzyć, ze wszystko pójdzie zgodnie z planem. Kiedy wychodził posłała mu całusa, a jej wargi mimowolnie ułożyły się w bezgłośne „Kocham Cię”.

Pierwszy, przełomowy krok był jak skok na bungee. Nie bolało. To wszystko dzięki jego ukochanej. Wyciągając go z dołku emocjonalnego, otworzyła nowe drogi, którymi powinien dążyć. Była inspiracją, bez której nic by nie osiągnął. Zawdzięczał jej życie. A jego miłość rosła z dnia na dzień, stając się coraz doskonalszą i piękniejszą.

~~~

Stała przed wielkim lustrem przyglądając się uważnie swojemu odbiciu. Wezbrało się w niej uczucie żalu. Zawiodła go. Po raz kolejny go zawiodła i nie mogła się z tym pogodzić. A miała być podporą…
Wielka łza spłynęła po jej bladym policzku, kończąc na ustach dała słony posmak. W przytłumionym świetle jej twarz była jeszcze bardziej zmęczona. Wszystko wydawało się martwe, smutek dominował w jej sercu i ciążył coraz bardziej. Bała się, nawet bardzo, jednak nie chciała niszczyć szczęścia rudego mężczyzny, by znów się nie stoczył. Oczy ponownie napełniły się łzami, gdy spojrzała na szczotkę do włosów, na której znajdowały się jej złote kosmyki. W geście bezsilność usiadła na brzegu białej wanny. Ukrywając twarz w dłoniach, głośno wypuściła powietrze przez usta pozwalając, by z zielonych oczu, zwykle żywych i roześmianych, lecz teraz przygaszonych spływały strumienie łez. Bezwiednie osunęła się na podłogę, dając upust emocjom. Nie dawała sobie rady.



  
'Cause maybe you're loveable
Maybe you're my smowflake
And your eyes turn from green to gray
And in the winter I'll hold you in a cold place
And you should never cut your hair
'Cause I love the way you flick it off your shoulder

And you will never know
Just how beautiful you are to me
But maybe I'm just in love
When you wake me up




Bo może jesteś urocza
Może jesteś moją śnieżynką
I Twoje oczy zmieniają się z zielonego w szary
I w zimie będę trzymał Cię w zimnym miejscu
I nie powinnaś nigdy obcinać swoich włosów
Bo kocham sposób w jaki zarzucasz je na ramiona


I nigdy się nie dowiesz
Jak piękna jesteś dla mnie
Ale może ja tylko jestem zakochany
Kiedy mnie obudzisz
~WAKE ME UP~ 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś krótki, tak wyszło :D Jeśli w ogóle to czytacie to moglibyście skomentowac? Mam wrażenie że nikt tego nie czyta, albo jak już ktoś czyta to mu się nie podoba -.-
Podbudujcie mnie troche, bo nie wiem czy wam sie podoba, a myśle że to w miare dobre opowiadanie ^^

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdzial I


Pił. Bardzo dużo. Nawet kwestia braku dachu nad głową nie dawała mu większego powodu do rzucenia nałogu. Jedynym czynnikiem utrzymującym go przy życiu była muzyka. To był jego świat. Uciekał w nim od problemów, od trudów codziennego życia, które i tak było już beznadziejnym bagnem. Nie liczyło się nic więcej.
Grał na gitarze siedząc na brudnym krawężniku londyńskiej uliczki. Setki mijanych ludzi, nie zwracających na niego uwagi, już nie raz przyczyniło się do porzucenia kariery grajka. Jednak ciągle wracał, by robić to, co kocha.
Dźwięk kilku monet uderzających o dno metalowej puszki sprawiło, że podniósł głowę. Naprzeciw niego stała młoda dziewczyna, która z wyraźną przyjemnością wsłuchiwała się w dźwięki starej gitary. Chłopak nadal grał, lecz teraz z większą chęcią, jakby posiadanie jednoosobowej widowni dodało mu pewności.

~~~
Wiatr muskał delikatnie rumiane policzki dziewczyny, pozostawiając na nich przyjemny chłód. Szli teraz ulicą, trzymając się za ręce. Głaskał kciukiem dłoń Eline, ona zaś zamyślona wpatrywała się w dal, z nadzieją że znajdzie tam odpowiedź na setki nurtujących ją pytań. Całą podróż umilał im widok zachodzącego słońca, rzucający pomarańczową poświatę na okoliczne kamienice. Chłopak nucił pod nosem ulubioną melodię nie spuszczając z oczu pięknej dziewczyny. Tak bardzo ją kochał.
~~~
Przychodziła do niego codziennie, by posłuchać melodii powstającej poprzez szarpanie strun przez jego zwinne palce. Czerpała z tego zajęcia radość, obserwowała geniusza rozwijającego się z dnia na dzień w swoim talencie. Usiadła  obok na krawężniku, naciągając lekką, kwiecistą sukienkę na kolana. Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy spojrzał w jej stronę. Odwzajemnił szczerze uśmiech. Czuła jak oblewa się rumieńcem. Zawstydzona spuściła wzrok bawiąc się zapięciem małej torebki.
- Dlaczego tu przychodzisz?  - spytał z zaciekawieniem.
- Właściwie… właściwie to nie wiem. Po prostu czuję jak mnie tu przyciąga i jestem, choć nigdy tego nie planuję.
- W takim razie jestem zaszczycony. – dodał z zadowoleniem
- Jestem Eline. – powiedziała, wyciągając szczupłą dłoń przed siebie.
- Ed.
- Zagraj mi coś Ed. – poprosiła go ładnie, wywijając dolną wargę i spoglądając na niego swoimi wielkimi oczami.

I rozbrzmiały piękne dźwięki unoszące się w górę. Płynęły ponad domami dając ludziom szczęście. Przybierały kolor zachodzącego słońca, rozświetlając szarą rzeczywistość niczym niegasnący płomień. Czuła, że jej serce zaraz eksploduje wypełnione pozytywnymi uczuciami. Zamknęła oczy, doświadczając przez to jeszcze większej dawki emocji. Wzruszenie przeplatało się z podziwem, tęsknota w jego głosie sprawiała, że to wszystko było prawdziwe. Z płynących słów wyczytała wrażliwość, radość, cień zwątpienia i rozpaczy. Melodia przeszywała go na wskroś. Oddawał temu całe swoje serce.
Wtedy już wiedziała, że to wyjątkowy człowiek.



This is start of something beautiful
This is start of something new
You are the one who'd make me loose it all
You are the start of something new, ooh



And I'll throw it all away
And wath you fall into my arms again
And I'll throw it all away
Watch you fall, now

You are the earth that I will stand upon
You are the words that I will sing…



To początek czegoś pięknego
To początek czegoś nowego
Jesteś tą, która mogłaby sprawić, że to wszystko stracę
Jesteś początkiem czegoś nowego, ooch

I wyrzucę to wszystko
I będę patrzeć, jak wpadasz znowu w moje ramiona
I wyrzucę to wszystko
Patrząc jak wpadasz, teraz

Jesteś ziemią, na której stanę
Jesteś słowami, które zaśpiewam...
~THIS~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I jak Wam się podoba? Mam nadzieję że chociaż troszeczkę :)
Jeśli przeczytaliście, to prosze, skomentujcie, bo to dla mnie bardzo ważne :>
Jeśli chcecie być informowani o kolejnych częściach piszcie nazwe tt w komentarzu, albo do mnie @1D_1D1D  xx

sobota, 8 czerwca 2013

Prolog


- I to będzie nasza tajemnica. – powiedziała szeptem, dotykając jednocześnie dłoni ukochanego, która spoczywała na barierce.
W geście potwierdzenia zacisnął jej dłoń obejmując ją wolną ręką w pasie. Lekko przyciągnął do siebie i ucałował czubek jej zadartego noska.
- Kocham Cię, wiesz?
- Wiem.
Potem już tylko obserwowali jak wraz z prądem rzeki płyną białe jak śnieg łabędzie.
Blondwłosa dziewczyna już nic nie mówiła napawając się wonią perfum ukochanego. Była szczęśliwa jak nigdy, lecz jeszcze wtedy nie wiedziała, że utknie w dołku emocjonalnym między szczęściem, a bolesną prawdą z jaką będzie musiała się zmierzyć.
Eline, silna kobieta z bagażem wspomnień i trudnym dzieciństwem. To właśnie uczyniło z niej zdecydowaną dziewczynę, chcącą cieszyć się każdą chwilą. Fakt, że nie raz dostała od życia kopa, zmotywowało ją do działania i radykalnych zmian.

„ Kiedy chcesz ujrzeć tęczę, musisz pogodzić się z deszczem”

Swój ulubiony cytat zapożyczyła z chińskiego ciasteczka z wróżbą i odnosiła się do niego, gdy tylko spotykało ją coś nieprzyjemnego. Lecz tęcza, tęcza nadeszła wraz ze spotkaniem tego oto mężczyzny, z którym teraz stała w objęciach. To on dał jej poczucie bezpieczeństwa, otaczał niewidzialną aurą, która dawała wewnętrzny spokój i chęć życia. Zawsze, gdy budziła się rano, od nowa zaczynała kochać i cieszyć się dniem. Z każdym uśmiechem uroczego rudzielca wiązała najwspanialsze wspomnienia, dostarczając jej dawkę codziennego optymizmu jak poranna czarna kawa.
Przedtem lekki wierszyk, teraz wzmógł się rozwiewając długie, kręcone włosy Eline. Odwróciła natychmiast głowę zasłaniając się chustą, by kosmyki włosów nie dostały się do jej zielonych oczu.



Your smile and your memory
Simply eases me to sleep.
In my ear while the whispering
Melts my heart on every beat

Twój śmiech i twoje wspomnienia
ułatwiają mi zaśnięcie.
Szept w moich uszach,
z każdym taktem moje serce rozpływa się
~POSTCARDS~